Oszuści budowalni w Portugalii, czyli jak NIE wybudowaliśmy własnego domu
Życie w Portugalii

Oszuści budowlani w Portugalii, czyli jak NIE wybudowaliśmy własnego domu

Cześć! Ten wpis dedykuję KU PRZESTRODZE wszystkim osobom, które chcą wybudować własny dom w Portugalii. Nam niestety nie udało się za pierwszym razem i cudem uniknęliśmy oszustwa (koniec końców wyszliśmy z tego obronną ręką, choć nie bez strat). Mam nadzieję, że ten artykuł będzie dla Ciebie przydatny i  w jakimś stopniu ustrzeże przed czyhającymi niebezpieczeństwami i przekrętami budowlanymi.

Oszuści budowlani w Portugalii, tak jak i w każdym innym kraju, są i będą. Niestety. Chcę podzielić się z Tobą moją historią, która mam nadzieję, okaże się w jakikolwiek sposób przydatna. Zapraszam do lektury.

Oszuści budowlani w Portugalii: Od ICF do więziennych krat

W tym wpisie przedstawię Ci krok po kroku swoją historię. O mały włos zostalibyśmy z niczym: bez domu i bez pieniędzy. Dosłownie. Opowiem, jak do tego doszło i co się dokładnie wydarzyło. Zacznijmy od początku.

1. Wybór systemu konstrukcji

Po zakupie długo poszukiwanej ziemi przyszedł czas na wybór technologii budowy domu. Kilka miesięcy spędziliśmy na porównywaniu i wyszukiwaniu wszystkich za i przeciw.

Zależało nam przede wszystkim na szybkim czasie budowy i dobrej izolacji budynku oraz, wiadomo, przystępnej dla portfela cenie. Po dogłębnej analizie postawiliśmy na nowoczesny system konstrukcji, ICF.

Budowa domu metodą ICF

ICF (Insulated Concrete Form) to system konstrukcji, w którym pustaki styropianowe są wypełniane betonem. Najpierw powstaje zarys wszystkich ścian domu wykonany z takich pustaków (coś jak klocki lego), do których następnie wlewany jest beton.

Przewidywany czas budowy dla domu o wielkości ok. 140 m2 to dokładnie rok, więc stosunkowo szybko, a mostki termiczne (miejsca, przez które ucieka ciepło z domu) mają tu być zredukowane do minimum. Całkiem klawo, prawda?

2. Wybór firmy działającej w systemie ICF

Następnie przystąpiliśmy do poszukiwania odpowiedniej firmy budowlanej w technologi ICF. Nie było to łatwe, za to bardzo czasochłonne.

Ostożności nigdy za wiele

Byliśmy bardzo ostrożni i dość nieufni, gdyż niejednokrotnie słyszeliśmy o oszustwach, które najczęściej związane były właśnie z nowoczesnymi systemami konstrukcji (np. w przypadku budowy domu systemem modułowym, LSF czy właśnie ICF).

Zdawaliśmy sobie doskonale sprawę, że istnieje mnóstwo firm-duchów na rynku portugalskim, które oferują nowoczesny system konstrukcji domów pod klucz, a które po otrzymaniu pierwszego przelewu zapadają się pod ziemię wraz z pieniędzmi. Takie firmy, niestety, wyrastają w Portugalii jak grzyby po deszczu.

Najczęściej mają swoją główną siedzibę gdzieś we Francji i otwierają filię w Portugalii. Kuszą szybkim czasem budowy, nowoczesnymi materiałami, ekipą budowlaną mającą zaczynać prace od zaraz i (wirtualnym) portfolio. Nie zawsze, ale w niektórych przypadkach dość łatwo rozpoznać potencjalnych oszustów i odrzucić takie oferty już na wstępie.

Uważaj – podejrzane zachowania!

Czerwona lampka powinna Ci się zapalić, jeśli dana firma:

  • Istnieje na portugalskim rynku dość krótko – powiedzmy poniżej 3-5 lat (tak, to i tak krótki czas, jednak w Portugalii domy buduje się głównie systemem tradycyjnym, nowoczesne rozwiązania wkraczają na rynek ślimaczym tempem),
  • Na stronie internetowej zamieszcza jedynie makiety wybudowanych domów (projekty 3D, a nie realne zdjęcia mieszkań) lub zamieszczane są jedynie zdjęcia w początkowej fazie budowy (np. zdjęcia przekroju ścian w stanie surowym w celu ukazania szczegółów systemu konstrukcji),
  • Nie ma prawie żadnych komentarzy w social media, np. pod postami na Facebooku lub możliwość komentowania istniejących postów jest wyłączona,
  • Nie ma żadnych opinii w Internecie (zwłaszcza na grupach budowlanych w danym regionie),
  • Ma biuro, jednak nie posiada fizycznego magazynu, w którym przetrzymywane są materiały lub wizyta magazynie z jakiegoś powodu nie jest możliwa,
  • Nie chce wskazać adresów już wybudowanych domu lub wskazuje adresy w bardzo odległych miejscach (np. chcesz postawić dom pod Porto, a firma chwali się, że wybudowała już mnóstwo domów pod Lizboną i właśnie teraz wchodzą na rynek północny – stąd brak możliwości oględzin domów na północy),
  • Na bardziej szczegółowe pytania osoby reprezentujące firmę nie odpowiadają wprost, krążą wokół tematu, ale nie podają szczegółów, używają stwierdzeń typu „acredita em mim…” – „uwierz mi…”, „sou pessoa séria” – „jestem poważnym człowiekiem” lub reagują nerwowo na zadawane pytania.

Żeby nie rzucać słów na wiatr, podaję poniżej dwa najciekawsze – z życia wzięte – przykłady firm (spośród wielu), które skutecznie zniechęciły do dalszej współpracy lub po prostu nie wzbudziły naszego zaufania.

Przykład 1

Firma A. Spotkanie w magazynie produkującym główne bloki do produkcji stanu surowego domu. Okolice Porto. Przez przeszklone biuro oglądamy produkcję, rozmawiamy o szczegółach. Wszystko wygląda dobrze. Po zapytaniu o możliwość zobaczenia już wybudowanych domów pani mówi, że są firmą międzynarodową i mają mnóstwo gotowych domów. Na przykład w… Meksyku.

Na pytanie o Portugalię pokazuje ochoczo makiety 3D wybudowanych domów i twierdzi, że owszem, te domy już stoją, ale nie może podać adresu (wykręca się RODO). Po naciskach w końcu przyznaje, że domy stoją, ale w… Alentejo  – pani ewidentnie chciała nas zniechęcić do ich zobaczenia na żywo. Szanse, że ktoś z Porto pojedzie oglądać dom w Alentejo są nikłe, prawda?

A jednak! Akurat tak się trafiło, że jechaliśmy do Alentejo w kolejnych dniach. Jednak ostatecznie nie otrzymaliśmy ani adresu domu, ani nazwy ulicy, ani nawet nazwy okolicy. Czerwona lampka!

Przykład 2

Firma B. Dosłownie z dnia na dzień osoby reprezentujące firmę umawiają się z nami na oględziny terenu w celu wybadania rodzaju działki i porozmawiania o szczegółach. Do tego rzeczywiście zjawiają się na drugi dzień pod wskazanym adresem i to bez opóźnienia. Czerwona lampka! Jesteśmy w Portugalii, a tutaj praktycznie nic nie dzieje się z dnia na dzień. Może to jednak wyjątek potwierdzający regułę? Pierwsze spotkanie przebiegło pomyślnie.

Umawiamy się na kolejne spotkanie – tym razem w siedzibie firmy, która powstała całkiem niedawno, jako odrębne, portugalskie odgałęzienie firmy-matki znajdującej się we Francji. Biuro nie ma jednak żadnego szyldu przy wejściu, a po wejściu do środka intuicja podpowiada, że coś tu po prostu nie gra (pomimo gadżetów i katalogów rozstawionych w poszczególnych pokojach). Okazuje się, że firma B nie ma także własnego magazynu, bo ten rzekomo „dopiero powstaje”, ale „jest już w fazie końcowej”. Podejrzane.

Dodatkowo Firma B tak naprawdę nie ma swojej własnej strony internetowej, jest niejako podpięta pod stronę firmy-matki (tej z Francji), która działa również w Portugalii (ale już pod inną nazwą). Po zapytaniu, dlaczego Firma B nie ma swojej strony internetowej z własną nazwą firmy, szefowie odpowiadają, że „nasza firma ma tak dużo klientów, że nie potrzebuje strony internetowej, bo wtedy nie bylibyśmy w stanie wszystkich obsłużyć”. Serio?

Po rezygnacji z naszej strony firma B dzwoni jeszcze kilkukrotnie z zamiarem przekonania nas do zmiany decyzji. Po około miesiącu informuje, że jednak założyli stronę internetową, „bo są przecież poważną firmą”. Szereg zbiegów okoliczności? Być może tak. Być może nie. Czerwona lampka!

Ostateczna decyzja co do wyboru firmy

Po miesiącach poszukiwań właściwej firmy i odrzuceniu kilkunastu ofert stanęliśmy wreszcie przed ostatecznym wyborem. Postawiliśmy na firmę X, która wyglądała bardzo obiecująco. Wszystko wyglądało rzetelnie i nie wzbudzało żadnych wątpliwości.

Z właścicielem firmy spotkaliśmy się osobiście kilkukrotnie, zarówno na terenie przyszłej budowy, jak i w magazynie firmy, gdzie mieściło się także niewielkie biuro. Na miejscu zobaczyliśmy plany różnych domów, podstawowe materiały i specyfikę budowy oraz realne zdjęcia z budowy. Odwiedziliśmy również przykładowy dom w stanie surowym (jeszcze bez okien, ale już z gotowym dachem i wykonaną izolacją) oraz zobaczyliśmy z zewnątrz inny dom wybudowany przez tę firmę, już zamieszkany przez właścicieli.

Zapisy w umowie wstępnej także się zgadzały, więc na tym etapie wszystko było w porządku. Co prawda, facet bywał nerwowy – słyszeliśmy dwa-trzy razy, jak opiernicza swoich pracowników przez telefon. Jednak dla nas, jako klientów, był w porządku. Uznaliśmy więc, że taki jego urok.

Był to sierpień 2021 roku, a firma X oficjalnie miała rozpocząć budowę we wrześniu tego samego roku. Z radością rozpoczęliśmy przygotowania do budowy.

3. Wybór architekta i stworzenie projektu domu

Oprócz wszelkich standardowych formalności związanych z terenem przeznaczonym pod budowę  domu nadszedł najprzyjemniejszy, jakby się mogło wydawać etap – stworzenie projektu domu.

I tutaj zaczęły się pierwsze schody, nieprzyjemności i nieporozumienia. Na tym etapie powinna nam się zapalić pierwsza czerwona lampka. Niestety, nie zapaliła się. Ale też zapalić się nie mogła.

Z perspektywy czasu wcale się temu nie dziwię, gdyż jako totalne żółtodzioby w temacie budowy domu nie mieliśmy odpowiedniej wiedzy praktycznej, a teoria zdała się na nic. Plan wymarzonego domu mieliśmy już stworzony wcześniej na kartce, a następnie dodatkowo przenieśliśmy go do darmowego programu 3D, w którym wszystko zostało odpowiednio rozmieszczone, wraz z uwzględnieniem wstępnych powierzchni poszczególnych pomieszczeń.

Zadaniem architekta było więc spojrzenie na projekt profesjonalnym okiem, doradzenie lepszych rozwiązań i przeniesienie już wymyślonego projektu do odpowiedniego programu wraz z dodaniem obliczeń do dalszych prac dla inżynierów. Dodatkowo projekt naszego domu był dość prosty – mały domek (jak na portugalskie standardy) o równie prostym rozkładzie, bez żadnych udziwnień.

Architekt przypisany do projektu domu

Po wstępnych uzgodnieniach z firmą X co do rozpoczęcia budowy przyszedł czas na poszukiwanie architekta. Niestety, nie było nam dane wyszukać go samodzielnie. Okazało się, że firma X, bez wcześniejszych uzgodnień, już wysłała nasz papierowy, wstępny projekt do swojego architekta, który rozpoczął wstępne prace. Byliśmy zaskoczeni, bo na to się nie umawialiśmy.

Jednak stwierdziliśmy, że skoro firma X ma swojego zaufanego architekta Y, to w zasadzie lepiej dla nas. Skoro współpracują ze sobą, to chyba dobry znak, prawda? Co prawda, nie wiedzieliśmy nic o tej osobie, ale nie chcieliśmy zbytnio drążyć. Ostatecznie spotkaliśmy się z panią architekt osobiście, gdzie wszystko wyglądało profesjonalnie i sympatycznie.

Do tego pani architekt już zaczęła prace nad projektem i trochę niezręcznie byłoby nam odmówić, więc machnęliśmy ręką. Postanowiliśmy zaufać i pójść na ten układ. Koniec końców, plan domu był już nakreślony, trzeba go było jedynie przekształcić profesjonalną ręką na projekt, na podstawie którego firma X wybuduje nasz wymarzony dom. Ciężko byłoby cokolwiek zepsuć, prawda?

Niestety, to był duży błąd, który kosztował nas wiele nerwów i nieprzespanych nocy. Co się wydarzyło dalej?

Pani architekt okazała się być prawdziwą furiatką, człowiekiem nieprofesjonalnym i bardzo trudnym we współpracy. Po pierwsze, zmiany, które miały ulepszyć projekt, okazały się fiaskiem. Współpraca była bardzo nerwowa, architekt robiła wszystko, by zbudować nam JEJ wymarzony dom, a nie nasz. Przykładowo, we wstępnej fazie projektu:

  • pousuwała kilka okien bądź dała je w inne miejsca, argumentując, że „w domu będzie za jasno, jeśli zostawimy okna jak w oryginale” (a nam zależało właśnie na maksymalnym doświetleniu domu, o czym doskonale wiedziała) lub tłumaczyła, że „sąsiedzi będą nas podglądać i nie będziemy mieć prywatności” (choć działka jest tak rozmieszczona, że sąsiedzi z pewnością nie będą nam zaglądać w okna, a zresztą, tak naprawdę to nie jej sprawa kto komu będzie zaglądał w okna),
  • zabudowała balustrady balkonowe, choć powtarzaliśmy wielokrotnie, że absolutnie nie chcemy zabudowanych balkonów, a delikatną balustradę,
  • zabudowała cały podjazd do domu na dwa auta, pomimo naszych próśb, że w tym miejscu będzie podjazd jedynie na jedno auto i kostka ma być zabudowana tylko w miejscu wjazdu kół (tak, aby zostawić jak najwięcej zieleni),
  • zapomniała dodać drzwi wejściowych do domu,
  • chciała dodać płaski dach, pomimo naszych próśb o zaprojektowanie dachu ze spadem.

Cudowna współpraca, prawda? Na szczęście, po wielu telefonach, spotkaniach online i „negocjacjach”, nie zgodziliśmy się na jej pomysły i twardo staliśmy przy swoich ustaleniach co do wielkości i liczby okien, rodzaju dachu czy balustrad. Wszystko to w bardzo nerwowej atmosferze, zdarzyło jej się krzyczeć do słuchawki i nawet używać słów, które nie powinny paść w stosunku do klienta. Po prostu koszmar. Nikomu nie życzę takich przeżyć.

Niestety, zaliczka została wpłacona już po pierwszym spotkaniu z tą osobą, gdzie wszystko jeszcze zapowiadało się bardzo w porządku. Nie chcieliśmy więc stracić wpłaconych pieniędzy. Postanowiliśmy zagryźć zęby i przetrwać ten czas we względnym spokoju. Niestety współpraca układała się coraz gorzej – po wielu „bitwach”, toczonych między innymi o te nieszczęsne okna oraz liczne prowokacje ze strony pani architekt – dotarliśmy do końcowej fazy, kiedy wszystkie dokumenty były gotowe.

Jak się później okazało:

  • dzień przed złożeniem dokumentów do gminy okazało się, że jest w nich błąd – pani architekt zapomniała o uwzględnieniu metrażu salonu (co skutkowałoby anulowaniem wszystkich złożonych dokumentów i znacznym opóźnieniem rozpoczęcia budowy),
  • cena za końcowy projekt została nagle, bez naszej wiedzy podwyższona, na co się nie zgodziliśmy i z czego także wynikły kolejne problemy (i niepotrzebne nerwy).

Dodatkowo, jak się okazało później (już w trakcie budowy domu), pani architekt:

  • źle zaprojektowała schody – były po prostu niewykonalne, dyrektor budowy spędził 3 godziny nad poprawkami tych nieszczęsnych schodów, tak aby dało się je wybudować i by po prostu były funkcjonalne,
  • zaplanowała zbyt małe pomieszczenie na pompę ciepła – nie było możliwości fizycznego umieszczenia w nim maszyny, przez co trzeba było kombinować i zmieniać rozkład innych pomieszczeń w trakcie budowy,
  • zaplanowała zbyt małą przestrzeń pomiędzy sufitem a oknami, co także trzeba było modyfikować podczas budowy.

To tylko przykładowe kwiatki, z jakimi mieliśmy do czynienia. Współpraca przebiegała w bardzo niemiłej atmosferze, przy jednoczesnym zapewnianiu ze strony firmy X, że wszystko będzie w porządku. Z naszej strony musieliśmy trzymać język za zębami i ignorować prowokacje pani architekt z trzech prostych powodów.

  1. Po pierwsze: zaliczka (niemała dla nas kwota) została wpłacona dużo wcześniej i nie chcieliśmy stracić tych pieniędzy.
  2. Po drugie: im dalej w las, wraz z postępem projektu, tym bardziej byliśmy zaskakiwani rozwojem sytuacji, w tym także szantażowani przez panią architekt, że ta w każdej chwili może odstąpić od projektu i co gorsza – przywłaszczyć sobie prawa autorskie do niego. Do projektu, który sami podaliśmy jej na tacy! A który wówczas nie mógłby zostać użyty przez nas w takiej samej formie w dalszym procesie budowy naszego domu. Musielibyśmy stworzyć nowy projekt od nowa…
    Oczywiście opcja udania się do sądu również byłaby jak najbardziej właściwa w takim przypadku, ale z perspektywy osób budujących dom, dodatkowe wydatki związane z pozwami sądowymi to ostatnia rzecz, o jakiej można marzyć. Ponadto, to Portugalia, a tu wszystko toczy się bardzo wolno, w tym zapewne także i sprawy sądowe.
  3. Po trzecie: pani architekt była jednocześnie koordynatorem projektu, co dodatkowo komplikowało całą sprawę. Więcej na temat tego, kto jest kim podczas budowy domu w Portugalii, przeczytasz w osobnym wpisie: Jak wybudować dom w Portugalii w 7 krokach >>>

Myśleliśmy, że najtrudniejsza część współpracy już za nami. Jednak najgorsze miało dopiero nadejść. 

4. Wykonanie projektu budowlanego, czyli especialidades

Po wykonaniu przez panią architekt projeto de arquitetura, czyli projektu architektonicznego, kolejni profesjonaliści przystąpili do tworzenia projecto de especialidade, czyli projektu budowlanego. Wreszcie byliśmy względnie wolni od pani architekt i stworzenie dalszej dokumentacji przebiegło sprawnie i bezproblemowo.

5. Znalezienie fiszkal, czyli inspektora nadzoru budowlanego

Po skompletowaniu wszystkich dokumentów miał nastąpić upragniony dzień złożenia ich do gminy. Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że kilkukrotnie pytaliśmy się zarówno firmy X, jak i pani architekt Y, czy potrzebujemy załatwić inne, dodatkowe formalności, takie jak na przykład znalezienie inspektora nadzoru budowlanego. Odpowiedź była przecząca.

Jednak w dniu składania dokumentów okazało się, że inspektor nadzoru budowlanego (tzw. fiszkal) jest jednak z naszej strony niezbędny. Naprędce zaczęliśmy szukać takiej osoby, jednak teraz już wiemy, że znalezienie fiszkala z dnia na dzień to misja skazana odgórnie na porażkę.

Nagle, w ostatnim momencie, pod koniec dnia, otrzymaliśmy telefon od pani architekt, która podała nam namiary na swojego kolegę po fachu, który szczęśliwe dla nas był fiszkalem, i co więcej, akurat miał możliwość, by wziąć nasz projekt pod swoje skrzydła. W akcie desperacji – i jednak wdzięczności – zgodziliśmy się bez wahania, bo sytuacja wyglądała na beznadziejną i wiedzieliśmy, że żaden inny fiszkal nie podejmie się w najbliższym czasie współpracy nad projektem, którego po prostu nie zna.

Finalnie złożyliśmy dokumentację do gminy w celu zgłoszenia budowy. Wniosek został rozpatrzony pozytywnie i budowa mogła się rozpocząć pełną parą. Mogła, ale tak się nie stało.

6. ZWROT AKCJI

W tym miejscu następują poważne komplikacje.

Nagłe zmiany w umowie przedstawione przez firmę X

Firma X tydzień przed rozpoczęciem budowy dała nam do podpisania finalną umowę, z której wynikało, że przed rozpoczęciem budowy mamy wpłacić zaliczkę w wysokości 15% z całości + 3500 EUR. Od samego początku umawialiśmy się na 10% + 3500 EUR, a nie na 15%.

Oczywiście pomyśleliśmy, że to pomyłka i wystarczy nanieść odpowiednie poprawki. Okazało się jednak, że to absolutnie nie była pomyłka i otrzymaliśmy ultimatum: albo wpłacamy 15% + 3500 EUR, albo żadnej budowy domu nie będzie. Po doświadczeniach z panią architekt, która została niejako przyklejona do naszego projektu, nasza cierpliwość do wszelkiego rodzaju zmian, dodatkowych płatności i niespodzianek się wyczerpała.

Stanowczo powiedzieliśmy, że nie taka była umowa i zapis musi zostać zmieniony na 10%. Ku naszemu zaskoczeniu właściciel firmy X dostał furii, dosłownie rzucił słuchawką podczas rozmowy i… przestał się odzywać przez 2 dni. Poważnie. Było dokładnie tak… Byliśmy po prostu zszokowani takim zachowaniem.  

W tym czasie mieliśmy również poważne wątpliwości, czy w ogóle podpisywać jakąkolwiek umowę z firmą X (nawet po naniesieniu poprawek w umowie), widząc zachowanie właściciela firmy i będąc już psychicznie wykończonymi przez panią architekt. Wszystko wyglądało nie tak, jak miało być.

Co więcej, wniosek z gminy o rozpoczęcie prac zaczynał się w nadchodzącym tygodniu, a pozwolenie na budowę domu wydane zostało dokładnie na 1 rok. Czasu było niewiele, projekt złożony i gotowy do wykonania, a firma X zmieniła warunki gry… Intuicja podpowiadała nam, że coś tu jest ewidentnie nie tak. Co tu dużo mówić – sytuacja patowa.

Negatywny komentarz, który uratował nasze oszczędności

Jeszcze tego samego dnia zaczęliśmy intensywnie węszyć w Internetach. I tutaj nastąpił niesamowity zbieg okoliczności, który uratował nas przed utratą w zasadzie wszystkich oszczędności życia.

Dosłownie tego samego dnia, w którym właściciel firmy X rzucił słuchawką, na jednej z grup budowlanych na Facebooku pojawił się pierwszy negatywny komentarz dotyczący firmy X.  Tym razem czerwona lampka zamieniała się w ogromny, czerwony reflektor z wyjącymi syrenami.

Ten negatywny komentarz okazał się być jedynie szczytem góry lodowej. A brzmiał po portugalsku tak, cytuję:

Possíveis clientes da X

As construções com a assinatura X® representam uma alternativa PARA QUEM QUISER FICAR SEM DINHEIRO E SEM CASA. sistemas DE FALSAS PROMESSAS de construção, pelas suas características de leveza, NA CARTEIRA DO CLIENTE, segurança QUE A OBRA VAI FICARA PARADA E flexibilidade PARA NÃO HAVER FIM DE OBRA e facilidade PARA DEPOIS NÃO ATENDEREM CHAMADAS, é uma oportunidade real de transformar UM SONHO NUM GRANDE PROBLEMA processo de construção convencional ONDE O CLIENTE PAGA ADIANTADO E DEPOIS NÃO TEMOS DINHEIRO PARA A TERMINAR sistema inovador de maior facilidade, desempenho A PEDIR DINHEIRO e rapidez A DESAPARECER.

A principal característica deste método construtivo é NÃO CONSEGUIRMOS ACABAR A OBRA sem FALHARMOS, refletindo-se nA CARTEIRA DOS CLIENTES e economia FINANCEIRA PARA NÓS .Sendo assim possível DE OS CLIENTES SEREM ENGANADOS reduzir A ESPERANÇA DE QUEM TANTO TRABALHOU PARA TER UMA CASA.

Co w dosłownym tłumaczeniu oznacza:

Konstrukcje z sygnaturą <FIRMY X>® stanowią alternatywę DLA TYCH, KTÓRZY CHCĄ ZOSTAĆ BEZ PIENIĘDZY I BEZ DOMU. <To> FAŁSZYWA OBIETNICA systemu budowlanego, podkreślająca swoją lekkość DLA PORTFELA KLIENTA, tak naprawdę oznacza pewność, ŻE PRACE <budowlane> ZOSTANĄ WSTRZYMANE ORAZ ELASTYCZNOŚĆ, ABY NIE SKOŃCZYĆ PRACY I łatwość w NIE ODPOWIADANIU NA TELEFONY. To realna szansa na przekształcenie MARZENIA W WIELKI PROBLEM, <to> konwencjonalny proces budowlany GDZIE KLIENT PŁACI Z GÓRY, I <następnie to właśnie> MY <klienci> NIE MAMY PIENIĘDZY NA WYKOŃCZENIE <domu>. Innowacyjny system dla ułatwienia i wydajności W BRANIU PIENIĘDZY <od klientów>, które SZYBKO ZNIKNĄ <wraz z firmą>.

Główną cechą tego systemu konstrukcji  jest to, że <FIRMA> NIE MOŻE DOKOŃCZYĆ PRACY BEZ NIEPOWODZENIA, co przekłada się na PORTFEL KLIENTA i na oszczędności FINANSOWE. Dzięki temu  KLIENCI DAJĄ SIĘ OSZUKAĆ, i zmniejszają NADZIEJĘ <wszystkich> TYCH, KTÓRZY CIĘŻKO PRACUJĄ, ABY MIEĆ <własny> DOM.

Przyznacie, że nikt nie chciałby przeczytać takiego komentarza na temat firmy, z którą miał podpisać umowę, a która miałaby zaczynać budowę domu tydzień później.

Likwidacja profilu firmy na Facebooku

A jakby tego było mało, dosłownie kilka dni wcześniej fanpage firmy X na Facebooku został skasowany (wcześniej istniał i wyglądał całkiem prawilnie). Zauważyliśmy to dopiero w tym momencie, przypadkiem poszukując dalszych informacji.

Uzyskanie dostępu do raportu długów firmy

Następnego dnia znaleźliśmy w Internecie portal, dzięki któremu za niewielką opłatą mieliśmy uzyskać dostęp do wykazu potencjalnych długów  i toczących się spraw sądowych. To był strzał w dziesiątkę i zarazem gwóźdź do trumny dla naszego wymarzonego domu.

Po uiszczeniu opłaty i uzyskaniu dostępu do wykazu firmy X szczęka opadła nam do samej podłogi. Okazało się, że Firma X co prawda nie ma długów, ani spraw sądowych, ALE ten sam właściciel firmy ma/miał co najmniej 6 innych firm, w tym każda zadłużona na grube pieniądze z licznymi wezwaniami do sądu od podwykonawców. Z bieżącego roku.

Przykładowo tylko na jedną z tych firm przypadało 300 tys. EUR długów i ok. 20 otwartych spraw sądowych. Większość z bieżącego roku. Oznacza to, że praktycznie w każdym miesiącu (a nawet kilka razy w miesiącu) firma X „otrzymywała” nowe sprawy sądowe od licznych wierzycieli, którzy dopominali się o spłatę długów opiewających na grube pieniądze. Koszmar!  

Rozmowa telefoniczna z autorem negatywnego komentarza

Kolejnym krokiem było skontaktowanie się z osobą, która umieściła wcześniej opisany komentarz na portalu społecznościowym. Chcieliśmy wiedzieć więcej.

Zaowocowało to ponad dwugodzinną rozmową telefoniczną z panem J.M., który został już oszukany przez firmę X. Stracił całe oszczędności swojego życia (około 120 tys. EUR). Zresztą nie tylko on. Oszukanych osób, jak się okazało, było znacznie, znacznie więcej! Od miasta Coimbra, przez Porto i Bragę.

Pokrzywdzone osoby miały nawet własną grupę na WhatsAppie, gdzie dzieliły się informacjami na temat oszusta, który zazwyczaj po otrzymaniu pierwszej wpłaty (zaliczki), a następnie wybudowaniu fundamentów (wpłata numer 2) zapadał się pod ziemię. Włos jeżył się na głowie, słysząc przeróżne szczegóły na temat działań formy X.

Namierzenie oszusta

Co było dalej? Jak się później okazało, właściciel firmy X cały czas zmieniał miejsce zamieszkania, nie odbierał osobiście wezwań sądowych, oficjalnie miał przebywać na terenie Niemiec, przez co policja portugalska nie mogła go namierzyć… Swoją drogą, nadal nie mieści mi się to w głowie i nie wiem, jak to możliwe, że ta osoba latami oszukiwała bezkarnie ludzi i była prawnie nieuchwytna

Na szczęście pan J.M. – oszukany przez firmę X –  okazał się człowiekiem zawziętym i wraz z innymi poszkodowanymi prowadził własne, prywatne śledztwo. I to właśnie dzięki panu J.M. w ciągu następnych kilku tygodni udało się namierzyć oszusta i wskazać policji jego aktualne miejsce przebywania (krótka notka na ten temat po portugalsku znajduje się TUTAJ).

Na światło dzienne wyszły kolejne nieciekawe fakty. Właściciel firmy X to kryminalista poszukiwany od 6 lat przez portugalską policję za przestępstwa dokonane o wiele, wiele lat wcześniej. Lata temu uczestniczył między innymi w przemycie ludzi (podobno w Niemczech, gdzie między innymi miał zabierać ludziom paszporty, by ci nie mogli wrócić do kraju). Szczegółów jednak nie znam.

W ciągu ostatnich kilku lat otwierał i zamykał kolejne firmy budowlane – firmy-widma. Pobierał zaliczki i rozpoczynał budowę domu, a następnie zapadał się pod ziemię. Wraz z pieniędzmi. W międzyczasie tłumaczył ludziom, że budowa musi zostać wstrzymana na jakiś czas, bo: a to materiały budowlane są niedostępne, a to brakuje fachowców do pracy, a to ma dużo domów do wykończenia i trzeba poczekać… Typowa piramida długów. Pieniądze z rozpoczęcia nowej budowy, spłacały częściowo długi z poprzedniej, a pozostała część pieniędzy trafiała do kieszeni oszusta.

Działał sprytnie i przez kilka lat oszukiwał w ten sposób ludzi! Jednym słowem, trafiliśmy na dobrze zorganizowaną grupę przestępczą… Dlaczego grupę? Bo właściciel firmy X nie działał sam. W szemrane interesy zamieszana jest także jego żona, ponadto zbierane są obecnie dowody od wszystkich osób potencjalnie związanych z oszustwami.

Nieoficjalnie wiem, że pani architekt miała otrzymywać 10-15% prowizji od właściciela firmy X za tworzenie profesjonalnej otoczki projektu. Osobiście, wierzę także, że fiszkal zaproponowany z dnia na dzień przez panią architekt również był podstawiony i powiązany z całym procederem. Jaka jest prawda? Nie mi to jednak oceniać. Mam nadzieję, że wszystkie zamieszane w te przestępstwa osoby zostaną odpowiednio ukarane.

Właściciel firmy X przebywa obecnie w więzieniu. Za przestępstwa dokonane sprzed lat. Natomiast za działania przestępcze dokonane w ostatnich 6 latach dopiero będzie odpowiadał przed sądem.

7. Zmiana firmy i systemu konstrukcji

Z jednej strony byliśmy szczęśliwi, że uniknęliśmy oszustwa, które pozbawiłoby nas całych dotychczas zgromadzonych oszczędności. Dosłownie w ostatnim momencie nie podpisaliśmy umowy i nie wpłaciliśmy pierwszej transzy.

Z drugiej strony byliśmy załamani rozwojem całej sytuacji. Zostaliśmy z pozwoleniem na budowę domu w ciągu jednego roku zaplanowanym w systemie konstrukcji ICF. Do wyboru były dwa wyjścia:

  • opcja 1: znalezienie innej firmy, która wybuduje dom metodą ICF,
  • opcja 2: całkowita zmiana planu i przejście na budowę domu metodą tradycyjną.

Co wydarzyło się dalej? Nadal nie było różowo. Już teraz zapraszam do drugiej części wpisu, który ukaże się niebawem na blogu.

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.